UG w Markuszowie 24-173 Markuszów ul. Marka Sobieskiego 1

Aktualnie znajdujesz się na stronie:
 
Serwis
 >> 
Kultura

Kalendarium

Godzina:
a
Dziś jest: 30 kwietnia 2017
Imieniny: Balladyny, Lilli, Mariana

Pogoda na dziś

Przetłumacz stronę

Jan Pocek cz.1

Jan Pocek (właściwe nazwisko Poczek) urodził się 4 maja 1917 roku we wisi Zabłocie koło Mrarkuszowa, w powiecie puławskim. Był piątym, najmłodszym dzieckiem Antoniego i Franciszki, z domu Mańka, Poczków.

Ojciec zmarł w czterdziestym ósmym roku życia, 22 kwietnia 1921 roku, gdy Jan miał zaledwie cztery lata. Od tego czasu prowadzeniem niewielkiego gospodarstwa zajmowała się matka.

W 1930 roku ukończył siedmioklasową Szkołę Powszechną w Markuszowie, uzyskując na świadectwie siódmej klasy ogólną ocenę bardzo dobrą. W roku kryzysu gospodarczego o dalszym kształceniu nie było mowy. Trzynastoletni absolwent szkoły powszechnej musiał pozostać w domu bez żadnej wyraźnej życiowej perspektywy. Nie mógł liczyć na odziedziczenie skromnej ojcowizny, gdyż czekał już na nią dwudziestojednoletni brat, Józef. Do nauki rzemiosła nie miał skłonności. Pewne możliwości stwarzała jedynie organizacja młodzieżowa, angażująca do pracy społecznej pozostającą bez zajęcia wiejską młodzież. Pocek wstąpił do miejscowego koła Związku Młodzieży Wiejskiej RP "Wici". Wkrótce zastał sekretarzem związku sąsiedzkiego. Organizacja ta, a zwłaszcza jej organ prasowy, tygodnik "Wici", wywarły decydujący wpływ na kształtującą się osobowość przyszłego poety.

Program ideowy ZMW RP "Wici" ukształtował się pod wpływem polskich agrarystów, a politycznie pozostawał w kręgu oddziaływania PSL „Wyzwolenie". Agoraryści, a wraz z mima wiciarze, przeciwstawiali wieś miastu uznając, że uprawa roli jest podstawą egzystencji narodu, a sposób życia ukształtowany przez społeczność wiejską winien być wzorcem dla sprawiedliwego ludowego państwa, stwarzającego równe szanse rozwoju intelektualnego i twórczego każdej jednostce. Program ten był rozpowszechniany przez czasopismo "Wici", a zwłaszcza jego dodatek, "Kulturę Gromad". Zachęcano w nim młodzież wiejską do samodzielnego organizowania działalności społecznej i kulturalnej na wsi.

Stanisław Młodożeniec i Jan Wiktor, redaktorzy "Kultury Gromad", zachęcali wiejską młodzież do ujawniania i rozwijania zdolności artystycznych. Dla powstających utworów literackich otwarto łamy "Wici". W efekcie, pod koniec międzywojennego dwudziestolecia,, w piśmie tym pojawiło się szereg nazwisk młodych chłopów publikujących programowo wiciarskie wiersze. Wśród nich znalazł się debiutujący w 1937 roku dwudziestoletni Jan Pocek.

Wiersze drukowane na łamach "Wici" różniły się znacznie od tradycyjnych wzorów literatury Ludowej. Dawały wyraz procesowi społecznego wrzenia, który rozsadzał też skostniałe poetyckie formy ludowej pieśni. Utwory wiciarzy wyrażały gorące pragnienie przebudowy społecznej i kulturalnej wisi. Owiane były agrarystycznym mitem chłopa-oracza gospodarującego na własnym kawałku ziemi, który, związany z nią biologicznie, najlepiej potrafi odczuć jej piękno, a w razie potrzeby - bronić. Na takich podstawach i hasłach kształtowała się osobowość młodego Pocka.
Jak wynika z jego zwierzeń, konieczność pisania wierszy uświadomił sobie wcześnie, ale początkowo ukrywał to, by nie narazić się na pośmiewisko kolegów. Ze względu na swoje literackie zainteresowania, czuł się wyobcowany z grona rówieśników:

(...) młodzież wiejska goniła tylko za miłością i groszem na niedzielną "czterdziestkę", ja natomiast goniłem za książką, żeby pochłaniać strofy poetyckie, odkrywać i przeżywać nowe wartości estetyczne Rodziła się we mnie coraz większa miłość do poezji.

Bodźcem przyspieszającym rozwój talentu poetyckiego Packa stał się jego debiut prasowy. Publikacja utrwalała przekonanie o celowości pisania wierszy oraz skłaniała do przekazywania w nich nie tylko własnych przeżyć, ale i problemów nurtujących młode pokolenie chłopów. Wkrótce znalazł swój własny sposób poetyckiej wypowiedzi. Mogą o tym świadczyć jego dalsze wiersze, opublikowane przed wybuchem wojny.

Dwudziestodwuletni poeta nie brał bezpośredniego udziału w działaniach wojennych, ale głęboko przeżył utratę niepodległości. Swoje uczucia wyraził w wierszu Litania dla żołnierza, Z chwilą pojawienia się w puławskiej wsi Batalionów Chłopskich, włączył się czynnie w działalność konspiracyjną. Miejscowa organizacja wykorzystywała przede wszystkim jego talent poetycki, angażując go do współpracy z konspiracyjnym pismem "Orle Ciosy". Na jego łamach Pocek systematycznie publikował swoje wiersze.

Zapotrzebowanie na słowo poetyckie oraz możliwość publikacji dopingowały go do wzmożenia twórczej pracy. Jego wiersze z tego okresu, podobnie jak innych poetów chłopskich, miały charakter patriotyczny, opowiadały o prześladowaniach i wyrażały wodę walki z okupantem.

Wobec szerokiego rozwoju konspiracyjnego czasopiśmiennictwa na wsi i ujawnieniu się licznych literackich talentów, władze Obwodu IV BCh włączyły sprawy kultury wsi do programu swej działalności. Opracowano szeroki program ochrony i popierania twórczości chłopskiej oraz stworzenia warunków dla jej dalszego rozwoju. Z inicjatywy Józefa Nikodema Kłosowskiego powołano konspiracyjny Związek Poetów i Pisarzy Ludowych. Program szeroko zakrojonej działalności kulturalnej na wsi rozwijano pod hasłem "wieś tworząca". W ramach organizacyjnych BCh zaczęto organizować tzw. "Bataliony Ochrony Kultury". We wisi Orchowiec, w dawnym powiecie krasnostawskim, Kłosowsiki stworzył "Dom Prasy Ludowej". Przygotował też i wydał na powielaczu tomik konspiracyjnych wierszy chłopskich Wieś tworząca.
We wstępie do tej antologii stwierdził:

Wieś była od dawien dawna ową cudowną krynicą, z której wypływały w ciągu wieków strumienie polskiej literatury i sztuki. (...) wieś tworzy. Ta wieś, która była niegdyś jeno źródłem natchnienia rodzimej literatury i sztuki, dziś sama stanęła do pracy, by własnymi siłami, chłopską twardą, często do pióra nie nawykłą dłonią, pisać kronikę polskiego cierpienia, dzieje martyrologii Narodu i dzieje okrutnej walki, walki na śmierć i życie o wolną Ojczyznę, o Polskę Ludową.

Bezpośrednio po wyzwoleniu, po wyjściu z konspiracji, program "wsi tworzącej" usiłował propagować w Lublinie Leon Pokora. Powołał pod tą nazwą rodzaj stowarzyszenia, W listopadzie 1944 Toku Ludomir Stasiak przekazał mu wiersze Packa. Pokora natychmiast nawiązał kontakt z (nieznanym mu poetą, starając się zjednać go dla idei "wsi tworzącej"). W liście wysłanym z Lublina 21 Listopada 1944 roku pisał:

Musimy stworzyć swoją siłę, swoją kulturę, swe szkoły o programie wyższym, a swobodnym trybie nauczania. Zdobyć samodzielne fundusze na druk, swoje fabryki papieru i drukarnie, domy kultury i biblioteki w każdej wsi. Dać ziemię w końcowym rezultacie w pierwszym rzędzie twórcom chłopskim. Zaciągnąć ich nie do wojska, a do Batalionów Ochrony Kultury! I to wszystko będzie, gdy będzie "Wieś Tworząca" i będzie silna, zdobędzie serca wsi, zjednoczy w sobie wszystkich łaknących ducha i wiedzy. Proszę was, bądźcie apostołem, wyciągnijcie podobnych sobie, łączcie ich - prześlemy wam instrukcje, wspomożemy; dostaniecie dom, jaki kultury, ocalicie, jaką bibliotekę dworską - zbierzecie na rzecz biednych, utalentowanych jednostek, potrzebną ilość chleba, byle była organizacja silna, z całego dawnego BCh! Z całego, chcącego udoskonalenia się Ludu!.

W tym samym liście z najwyższym uznaniem wypowiadał się o otrzymanych od Ludomira Stasiaka wierszach Pocka:

Nie macie pojęcia jakie piękne są wasze utwory! Prostota, swoboda, lekkość, a co najważniejsze prawda i samodzielność duchowa. Wiecie, nikt przed wami nie spotrafił (!) oddać tak prawdę wsi, tym bardziej chłop. Będziecie na pewno wielkim poetą, który w powodzi poetów ma coś odrębnego do powiedzenia, zupełnie samodzielnie przeżytą codzienność, podaną w słowie i prawdziwie swoistej i własnej.
Jednocześnie ostrzegał:

Nie zagubiajcie się w kulturze ogólnej! Czerpcie ze skarbnicy własnej męki duchowej i czystości sumienia... Uczcie się raczej od natury własnego serca i od piosenki ludowej... prastarej....

Listy Leona Pokory świadczą o tym, że wywierał on duży wpływ na twórczość swego przyjaciela z Zabłocia. Zachwyty nad pięknem otrzymanych wierszy oraz zabiegi, czynione w sprawie ich publikacji w powstającej w Lublinie prasie, dopingowały Pocka do wzmożonej pracy. Pokora starał się w tym czasie o wydawanie własnego pisma. Do jego redagowania zamierzał zaangażować Jana Pocka.
Wy musicie do nas przyjechać - pisał w cytowanym liście - i grać pierwszą rolę w odrodzeniu wsi i kultury polskiej.

Mimo tak zachęcających perspektyw, Pocek nie przyjechał do Lublina, ale nadsyłał Pokorze swoje utwory, a ten zamieszczał je w kolejnych kolumnach "Wsi Tworzącej" na łamach "Wici", "Światła", "Wsi" i "Zdroju". Dzięki tym publikacjom nazwisko Pocka stało się znane w kręgach zainteresowanych literaturą ludową, a jego twórczość zyskiwała coraz życzliwsze przyjęcie w prasie. Leon Pokora, w liście wysłanym 11 sierpnia 1945 roku, mówi wprost o sławie poetyckiej Pocka:
Macie już wielką sławę; drukowani w "Wiciach", zamieszczeni w dziełku "Plon niesiemy, plon" (dwa wiersze) i czołowo reprezentowani w arkuszu zjazdowym "Wsi tworzącej", idziecie teraz na łamy "Wsi", by zostać jej współpracownikiem.

Mimo tych zapewnień, atmosfera wokół "Wsi tworzącej" nie była najlepsza. W 1947 roku Pokora napisał:

Niestety, BCh z chwilą wyzwolenia popadły w tępą rezygnację, odbiło się to i na pracy 'Wsi tworzącej". Próbowaliśmy zorganizować "Wieś tworzącą" przy "Wiciach" (Apel w numerze z dnia 29 października 1944), później jeszcze wszczęliśmy starania o chłopskie bataliony obrony kultury - ale w rezultacie sprawy polityczne całkowicie przytłumiły tę akcję. Nie było Już mowy o żadnej poważniejszej akcji. Została natomiast zwołana dn. 11 maja 1945 roku konferencja pisarzy chłopskich w Lublinie, na której uchwalono założyć Koło Literatów Ludowych, jako pierwszą sekcję "Wsi tworzącej". Jednocześnie pojawia się pierwsza kolumna "Wsi tworzącej" w czasopiśmie "Zew Chłopski". Wybija się wtedy w pracach organizacyjnych młody Syska Henryk, w pracy pisarskiej J. Pocek z puławskiego.

Brak danych nie pozwala stwierdzić, czy Pocek angażował się w owym czasie w działalność polityczną. Jedynie z listu Leona Pokory, wysłanego z Lublina 24 marca 1945 roku, można wnosić, że poetę spotkała w tym czasie jakaś duża przykrość, która odbiła się na jego zdrowiu i wpłynęła na stan twórczej depresji.
Kolego! - pisał Pokora do Pocka - wasz list przeraził mnie; jeślibyśmy chcieli tak pojmować rzeczy to nikt by z nas chłopów nie podjął się walki i pracy, niewola i bezwład trwałyby wieki.

Z powodu złego stanu zdrowia, a może z innych przyczyn, poeta nie dążył, jak jego konspiracyjni koledzy, do kariery politycznej, a nawet zmiany swojej sytuacji życiowej. Taką szanse stwarzał chociażby wyjazd na ziemie odzyskane. Zachęcał go do tego Leon Pokora:

Jedźcie na zachód - pisał w liście z sierpnia 1945 roku - Do Kołobrzegu, już dziś, jeśli czujecie się oprócz poety i działaczem. (...) Dostaniecie i dla siebie willę - a w okolicy lepsze gospodarstwo - byle byście mieli tam, kogo obsadzić.

Pocek nie skorzystał z tej nęcącej oferty. Pozostał w Zabłociu w nie ustabilizowanej sytuacji życiowej. Pod koniec 1945 roku został członkiem Oddziału Wiejskiego Związku Zawodowego Literatów Polskich. Dorywczo pracował w spółdzielni w Markuszowie. W rok później zapisał się na Spółdzielczy Kurs Korespondencyjny. Uczył się bardzo pilnie. Od listopada 1946 do wiosny 1947 roku na ogólną ilość przewidzianych 137 wykładów zaliczył 127. Uzupełnienie pozostałych dziesięciu warunkowało przyjęcie na stacjonarny kurs i otrzymanie dyplomu. Za udział w kursie należało zapłacić 2700 złotych. Kwota ta przekraczała jego możliwości finansowe, musiał więc przerwać rozpoczętą naukę.

O jego ówczesnej sytuacji materialnej może świadczyć odpowiedź na ankietę Oddziału Wiejskiego ZZLP z 26 lutego 1947 roku. Proponowano mu wówczas, by skorzystał z dobrowolnego ubezpieczenia. Pocek odpowiedział:

Z Ubezpleczalni rezygnuję. Chociaż nigdzie nie pracuję i nie jestem ubezpieczony, to jednak z powodu ubóstwa nie byłbym w stanie opłacić połowy (nie podano sumy - J. Z.) składki. (...) - z pisania nie mam żadnego dochodu. Choć piszę, ale drukują rzadko i to bez żadnych wynagrodzeń. Również nie mam własnego gospodarstwa. Jako najmłodszy z rodzeństwa [mieszkam] z matką (...) utrzymywany przez starszych braci[15].

Należy tu jednak nieco skorygować opinię, Pocka co do ilości publikacji. W latach 1945-1947 ogłosił w prasie około trzydziestu wierszy. Nie jest to mało, jak na początkującego, przed debiutem książkowym, poetę. Faktem pozostaje jednak to, że publikacje nie dawały mu żadnego dochodu. Z wypowiedzi tej można wnosić, że ilość wydrukowanych utworów pozostawała w niewspółmiernym stosunku do tego, co poeta stworzył.

Konsekwencją licznych publikacji prasowych było staranie się o wydanie pierwszej książki. Debiutowi Pocka patronowało kalka osób. Piotr Greniuk, ówczesny redaktor tygodnika "Wici", jako pierwszy zachęcał go do wydania samodzielnego tomu. Dziesiątego sierpnia 1945 roku pisał do Pocka z Łodzi:

Teraz stawiam Wam propozycję: zbierzcie wszystkie swoje wiersze, i te dawne, i ostatnie - przepiszcie je i przywieźcie do mnie. Lepiej osobiście, niż wysyłanie pocztą. Chciałbym wydać Wasze wiersze drukiem w takiej właśnie broszurze jak moja z osobną okładką itp. Wstęp do niej napisze Piętak, który bardzo Was chwali. Wiersze Wasze bardzo mu się podobały.

Z podobną propozycją wystąpił w kilka miesięcy później Leon Pokora. Roztaczał przed poetą zachęcającą perspektywę finansową. Wyliczał:

Waszą rzecz wydałby za 20-30 tys. Dochód? 10 tys. egz. po 30 zł. - 300 tys. Oczywiście kolportaż, ze 100 tys., ale jakieś 200-150 tys. po rozprowadzeniu zostaje.

Zabiegi o debiut Pocka nie były zupełnie bezinteresowne. Chciano wykorzystać go jako atut w propagowaniu "Wsi Tworzącej".

Może i tak być, (gdy zechcecie) - pisał Leon Pokora - że wasz zbiorek będzie pierwszym numerem serii "Wsi tworzącej" w Bibliotece "Wici", co wzmaga nasze znaczenie.

Debiut Jana Pocka, Zgrzebne pieśni, ukazał się na początku czerwca 1947 raku. Brak danych nie pozwala określić wysokości nakładu tego tomu. Nie wiadomo, czy wydano go w nakładzie dziesięciu tysięcy egzemplarzy. Lichy papier i bardzo skromna szato graficzna (jedyną ozdobą jest mały rysunek na szarej, cienkiej okładce, przedstawiający grającego na fujarce pastuszka pod płaczącą wierzbą) może świadczyć, że Ludowy Instytut Kultury w Łodzi, który wydał tę książkę, nie zainwestował w nią dużych środków finansowych. Brak także informacji, jakie honorarium dostał Pocek za swój debiutancki tomik. Jego niewielka objętość, obejmująca zaledwie dwadzieścia pięć utworów, oraz skromna szata graficzna, wskazują, że jeśli w ogóle je otrzymał, to było ono niewielkie. Był to już debiut, co najmniej o rok spóźniony. Książka ukazała się w okresie zaostrzającej się walki politycznej. Ataki kierowane były w stronę opozycyjnego PSL, ale rozszerzono je wkrótce na tradycję kultury i literatury ludowej. Nie oszczędzono też programu "wsi tworzącej". Okazję stworzył jej drugi numer, wydany w marcu 1947 raku jako stały dodatek do "Miesięcznika Ludowego". Atak wyszedł najpierw od zmienianej już redakcji "Wsi", a następnie z łamów "Kuźnicy".

Już sam fakt, że powstały w okresie okupacji program "Wsi Tworzącej" nie uległ daleko idącej rewizji, że zgrupowani wokół niego kontentują się pozbawionym racjonalnego uwarunkowania pragnieniem tworzenia własnej grupy ideologicznej, zalążka duchowego pod nowy styl literacki i formę artystyczną" niepokoi bardzo....

W "Kuźnicy" nie było "niepokoju", kwestionowano tu już możliwości twórcze środowiska wiejskiego. Według publicystów tego pisma, należało jedynie dążyć do podniesienia poziomu kulturalnego zacofanej wsi poprzez upowszechnianie wśród chłopów klasyków literatury. Oto bardzo znamienna wypowiedź:

Zdawałoby się, że podtytuł pisma ("Miesięcznik Ludowy" J. Z.) wspominający o krzewieniu kultury na wsi upoważniałby nas do oczekiwania, iż w treści numeru znajdziemy przedruki najcenniejszych utworów naszej klasycznej poezji i prozy, reprezentację cennych dzieł plastycznych etc. ... W dziale literackim mamy dodatek "Wieś Tworząca". Dodatek ten przynosi znowu artykuły i utwory literackie, które bynajmniej nie mogą stanowić kulturalnego wzorca dla wiejskiego czytelnika. Przeciwnie te artykuły i te teksty literackie zamykają się bez reszty w zagadnieniach wiejskich. Horyzont czytelnika pozostaje ledwie przesunięty poza opłotki jego rodzinnej wsi

Zgrzebne pieśni, nie wykraczające poza "wiejskie opłotki", nie mogły liczyć na życzliwe przyjęcie krytyków, poszukujących zupełnie innych wartości. Stosunkowo jeszcze sprzyjający poecie recenzent "Miesięcznika Ludowego" zauważył, że tom poezji Pocka jest miękki i miejscami słodkawy, aż dziw bierze, jak człowiek ciężko harujący na roli może się tak dobrotliwie zachwycać niebem, ziemią i chatką słomianką. A zatem i tu nowości nie widać. (...) Drugi rys utworów Pocka, na który musimy zwrócić uwagę, to poetyczność. Dzięki temu nawet nieporadna forma jest przesycona tym ciepłem serdecznym. Dlatego wiersze w "Zgrzebnych pieśniach" nie są sztuczne i zimne. Wytknięte tu wady, zwłaszcza nieporadność w formie obniżają wartość zbiorku. Ale zalet jest dostatecznie dużo, żeby można bez obawy pokładać nadzieję w ukazującym się tekście.

Znacznie surowiej ocenił debiut Pocka Robert Stiller w "Tygodniku Warszawskim", w notce pod wymownym tytułem Nieporozumienie i pośpiech. Pisał tam:

(...) wiersze te są naprawdę niżej krytyki. Stuprocentowe odwieczne, laickie wierszoklectwo. Z tym, że kiedyś wierszopis musiał się pomęczyć, choć nad rymami, a dziś liberalna poetyka zdejmuje mu ten kłopot z głowy i pozwala rymować zgoła: sny pracy, albo: wiersz bukiet. Twórczość Pocka stanęła w najgorszym miejscu, jakie można sobie wyobrazić. Wszystkie walory tzw. poezji samorodnej zdążył w sobie zdusić, by nic w zamian nie osiągnąć. Jego wiersze to zlepek świecideł odpustowych, kupowanych zresztą w najlepszej wierze. Już nie sztuka prymitywizmu, jeszcze daleko od malarstwa, w wyniku mamy oleodruk. Niektóre wiersze to wprost klasyczne parodie. Pocek nie umie Już sadzić kartofli, tylko wiśnie, jarzębiny i kwiaty złote". Celem tej czynności jest, by "słowik mógł śpiewać w majowe, pełne rosy i księżyca noce...". Nie może sobie też darować ani "łona", ani paru opisów własnego procesu twórczego, ani, ojej, "muzy z lutnią", "przelatującej nad kolebką". A jeden z wierszy pisany jest taką strofką ze stałym refrenem:

"Że w sadzie moim, tuż za okienkiem,
żadna jabłoń zakwitnąć nie może,
bo brak im słońca i rosy
- smutno mi, boże!..."

Szkoda męczyć dalej. Może Pocek będzie kiedyś poetą, ale niechże Ludowy Instytut Kultury w Łodzi zaczeka jeszcze z wydawaniem jego utworów, bo naprawdę, szkoda: 1) paczyć samego autora, 2) pogrążać Jego nazwisko, 3) trwonić pieniądze.

Nie wiadomo, czy ta druzgocąca notatka dotarła do debiutanta. Nie wpłynęła w każdym razie na zahamowanie jego twórczości. Pocek nadal pisał wiersze, a nawet podjął próbę napisania powieści. Od tego zamiaru odwodził go Leon Pokora, zachęcając jedynie do pisania pamiętnika.

W czerwcu 1949 roku Pocek złożył w "Czytelniku" swój nowy tomik wierszy zatytułowany Chłopskim słowem. Tomik ten nie ukazał się i nie wiadomo nawet, jakie zawierał utwory. W okresie rodzącego się socrealizmu jego wiersze były nie do przyjęcia.

W prywatnym życiu Pocka zaszło kilka ważnych wydarzeń, które miały wpływ na jego dalszą twórczość poetycką. Trzeciego kwietnia 1948 roku zawarł związek małżeński z Marianną Wiśniecką z sąsiedniej wsi Kaleń. Bezpośrednio po ślubie przeniósł się do domu żony i teściowej, nie wnosząc do wspólnego gospodarstwa nic, poza talentem poetyckim. Postawiło go to w dość trudnej sytuacji i zmusiło do poszukiwania pracy poza rolnictwem. Postanowił opuścić rodzinne strony. W listopadzie 1948 roku złożył podanie o pracę w Zarządzie Głównym Towarzystwa Uniwersytetów Ludowych. Odpowiedziano mu, że w związku z reorganizacją instytucji niemożliwe jest skorzystanie z jego oferty.

Pojawiła się natomiast szansa współpracy z kilkoma czasopismami. Redakcje nie interesowała już zupełnie twórczość poetycka Pocka. Proponowano mu, by został korespondentem terenowym i nadsyłał informacje dotyczące głównie przejawów walki klasowej na wsi.

Walka klasowa na wsi instruowała redakcja tygodnika "Wieś" krytyka działalności instytucji (w nich ludzi nie spełniających potrzeby mas ludowych) wymaga czujnej obserwacji i opisania faktów, które są przykładem tej walki z obu stron.

Jeszcze bardziej wymowna była oferta tworzącej się redakcji "Nowej Wsi":

Przystępujemy do wydawania tygodnika ZMP pn. "Nowa Wieś", pisma, które będzie pismem bezrolnej, mało i średniorolnej młodzieży chłopskiej, demaskującym wyzysk tej młodzieży przez kapitalistów wiejskich i mobilizującej do walki z krzywdą i wyzyskiem, do zaprowadzenia wyższych zespołów (chyba zespołowych? J. Z.) form gospodarki rolnej, przy której zniknie raz na zawsze wyzysk biedniejszych przez bogatszych. Zadaniem pisma jest pokazanie, jakimi sposobami bogacze, którzy posiadają tak wiele ziemi, że nie mogą obrobić jej pracą własnej rodziny, wyzyskują mało i średniorolnych chłopów oraz jakimi sposobami pokrzywdzeni powinni walczyć z wyzyskiem. (...) Zwróćcie także uwagę na działalność plebani, zwłaszcza na postępowanie księży poza kościołem, na działalność organizacji religijnych jak "Caritas", Kółko Różańcowe, różne bractwa i stowarzyszenia (szczególnie na Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży), które pod pokrywką religii często rozpowszechniają propagandę przeciwko władzy robotniczo-chłopskiej i przeciwko tym reformom i zmianom, które bronią ludzi pracujących przed wyzyskiem ze strony wiejskich bogaczy

Cytat ten pochodzi z pisma zachowanego w spuściźnie Pocka. Jego treść wyraźnie wskazuje na nowy program polityki kulturalnej i społecznej wobec wsi, odbiegający od programu "wsi tworzącej" i od wizji poetyckich autora Zgrzebnych pieśni. Pocek musiał sobie zapewne powoli uświadamiać, że jego chłop, kapłan kroczący "pod baldachimem kosy", zupełnie nie odpowiada nowej rzeczywistości. Jego wiersze przestały się podobać nowym redaktorom pism, które przed trzema laty tak chętnie go drukowały. W roku 1949 nie ukazał się w prasie żaden jego utwór.

Jeśli Pocek zamierzał nawiązać ściślejszą współpracę z czasopismami o tematyce rolnej, musiał zupełnie przestawić swój punkt widzenia na sprawy wsi. Przyspieszenie tego procesu nastąpiło w połowie 1949 roku, kiedy dzięki staraniom Leona Pokory otrzymał pracę w redakcji czasopisma Gromada" i przeniósł się do Warszawy. Od września 1950 do końca maja 1951 roku uczestniczył w ośmiomiesięcznym kursie w Ośrodku Szkolenia Dziennikarzy. Tam zapewne został ostatecznie przekonany do nowego programu polityki rolnej. Kurs ten ukończył z wynikiem bardzo dobrym.

Po jego ukończeniu otrzymał uprawnienia dziennikarskie i zaczął systematycznie publikować swoje artykuły na łamach "Gromady Rolnika Polskiego". Opatrywał je pseudonimem Jan Paprotny, a mniejsze notatka kryptonimem J. P. Treść publikowanych przez niego artykułów nie odbiegała od podobnych prasowych publikacji. W niczyim też nie zdradzała poety zafascynowanego do niedawna programem "wsi tworzącej". Wiele wskazuje na to, że Pocek w ogóle przestał w tym czasie pisać wiersze. Nie opublikował żadnego utworu poetyckiego. W swoich artykułach, zgodnie z ówczesną polityką rolną, podejmował i przedstawiał w różowych barwach problematykę kolektywizacji wsi. Pisał o pierwszomajowych i innych zobowiązaniach, o mechanizacji i o życiu partii w środowisku wiejskim.
W marcu 1952 raku zastał członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Tematów do swych publikacji szukał najczęściej na Lubelszczyźnie, by przy okazja zbierania materiałów odwiedzać pozostającą w Kaleniu powiększającą się Rodanie. W czasie pobytu w domu zajmował się pracą na roli.

O charakterze publicystyki Pocka z tego okresu oraz o jego widzeniu spraw wsi najlepiej może świadczyć fragment relacji ze spotkania ze znanym później poetą i artystą kowalem, Bronisławom Pietrakiem, w Gutanowie:

Na końcu wsi za resztówką znajduje się kuźnia. Dobiega z niej dźwięk młota i zgrzyt "buchwela" (piłka do piłowania sztab żelaznych). To młody kowal obywatel Bronisław Pietrak wraz z ZMP-owcem Wiesławem Siwcem szykują słupki do ogrodzenia szkolnego. Sprawne, mocne dłonie kowala tną szybko szynę

Liczyły się, więc wówczas jedynie "sprawne i mocne ręce kowala", a nie jego artystyczne zdolności. Odwiedzający go chłop-poeta, przemieniony w dziennikarza, interesował się przede wszystkim efektami prostej, fizycznej pracy zmierzającej do realizacji pierwszomajowego zobowiązania.

Przeczytaj: drugą część opracowania o Janie Pocku

Copyright © 
GminaMarkuszow.pl
  
| Realizacja 
evosoft